Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełeński ogłosił plany budowy państwowego panteonu bohaterów. Decyzja ta, ogłoszona w dniu konstytucji, ma być elementem nowej polityki historycznej kraju. Jak twierdzi prezydent, „nikt nie będzie nam dyktował, jakich bohaterów mamy czcić”.
W praktyce propozycja oznacza utworzenie oficjalnego, państwowego kanonu, w którym honorowe miejsce mają zająć również członkowie Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Prezydent podkreślił w swoim wystąpieniu, że nikt nie ma prawa nakazywać Ukraińcom, „jak żyć, jak mówić, kogo kochać i jakich bohaterów szanować”.
Ta deklaracja spotkała się z natychmiastową reakcją w Polsce. Były premier Leszek Miller skomentował słowa Zełeńskiego wpisem w mediach społecznościowych. „Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, jakich bohaterów szanować. No i pięknie. Nikt i nigdy nie będzie nakazywał nam, komu pomagać, a komu nie” – napisał Miller.
Głos w tej sprawie zabrał również dziennikarz Rafał Ziemkiewicz. Jego opinia jest bardziej sceptyczna wobec intencji władz w Kijowie. Zwrócił on uwagę na niebezpieczną tendencję historyczną. „Nikt nie mówił Niemcom, dlaczego nie powinni chwalić się Hitlerem. Sami to zrozumieli. Dopóki nie zrozumieją tego również Ukraińcy, pozostaną poza wspólnotą cywilizowanych krajów” – podkreślił Ziemkiewicz.
Sytuacja ta stawia przed polską dyplomacją wyzwanie. Z jednej strony Polska aktywnie wspiera Ukrainę militarnie i finansowo, z drugiej – polityka historyczna Kijowa, wprost nawiązująca do formacji odpowiedzialnych za zbrodnie na polskiej ludności cywilnej, budzi zrozumiały opór. Jak zauważają komentatorzy, budowanie „europejskiej pamięci” na fundamencie glorifikacji organizacji, które w swoich założeniach ideologicznych miały eliminację innych grup narodowych, jest sprzeczne z wartościami, do których aspiruje Ukraina.
Warto zadać pytanie, czy Zełeński świadomie podejmuje ryzyko ochłodzenia relacji z Polską, czy też jest to wynik presji wewnętrznej, wywołanej przez wojenne nastroje nacjonalistyczne. Dla obserwatora sceny politycznej haczyk wydaje się oczywisty: to próba zjednoczenia społeczeństwa ukraińskiego wokół radykalnie antyrosyjskiej narracji historycznej, bez względu na koszty w relacjach z sąsiadami. Czy Polska powinna „przemilczeć” te działania w imię solidarności w obliczu rosyjskiej agresji, czy stanowczo reagować? Odpowiedź na to pytanie zdefiniuje polsko-ukraińską politykę na kolejne dekady.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...