Zjednoczone Królestwo stoi w obliczu kryzysu, który może doprowadzić do jego trwałego podziału. 14 września 2026 roku w Cardiff doszło do spotkania, które w brytyjskiej polityce uznaje się za bezprecedensowe. Przywódcy Szkocji, Walii oraz Irlandii Północnej wspólnie podpisali dokument, który otwiera drzwi do debaty o konstytucyjnym rozpadzie państwa.
W wydarzeniu wzięli udział: John Swinney, pierwszy minister Szkocji i lider SNP, Vaughan Gething, pierwszy minister Walii, oraz Michelle O’Neill, pierwsza minister Irlandii Północnej. Towarzyszyła im Mary Lou McDonald, przewodnicząca partii Sinn Féin, opowiadającej się za niepodległością Irlandii. Sygnatariusze wzywają rząd w Londynie do przygotowania planu „konstytucyjnego rozpadu” kraju, odrzucając obecny model gospodarczy narzucany przez centrum.
Sytuacja ta jest bezpośrednim wyzwaniem dla obecnego premiera Wielkiej Brytanii, Andy’ego Burnhama, który objął urząd 20 lipca 2026 roku po dymisji Keira Starmera. John Swinney w swojej wypowiedzi wprost postawił Burnhama przed faktem dokonanym: „Andy Burnham musi teraz zmierzyć się z myślą, że przejdzie do historii jako ostatni premier Zjednoczonego Królestwa”.
Skutki ewentualnego rozpadu mogą być drastyczne dla globalnej pozycji Wielkiej Brytanii. Kraj ten jest jedynym poza Francją mocarstwem atomowym w Europie, stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ i filarem NATO. Jak zaznaczają eksperci, utrata Szkocji oznaczałaby dla Londynu utratę bazy HMS Clyde w Faslane, gdzie stacjonuje cała brytyjska flota okrętów podwodnych klasy Vanguard i Astute. Ponadto, Szkocja, Walia i Irlandia Północna dysponują znaczną częścią zasobów ropy i gazu na Morzu Północnym oraz farm wiatrowych offshore.
Redakcja zauważa, że dla Polski i innych krajów europejskich ewentualny rozpad Zjednoczonego Królestwa oznacza osłabienie bezpieczeństwa w regionie. Jeśli doszłoby do secesji, Wielka Brytania straciłaby nie tylko 10,5 miliona obywateli, ale również blisko 46% swojego terytorium oraz około 450 miliardów dolarów PKB.
Co więcej, separatyści już teraz rozważają powrót do Unii Europejskiej. Po doświadczeniach związanych z Brexitem, który w 2016 roku poparło 51,9% Brytyjczyków, zwolennicy niepodległości w regionach używają podobnych argumentów o suwerenności, jakich używali zwolennicy wyjścia z UE. Teraz to Londyn musi zmierzyć się z tendencjami odśrodkowymi, które z każdą kolejną decyzją rządu wydają się przybierać na sile.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...