Amerykański wywiad ostrzega przed niepokojącym scenariuszem. Według „The Wall Street Journal”, Władimir Putin może podjąć próbę przetestowania jedności NATO już jesienią tego roku. Jak podano w nagraniu, głównym powodem ma być chęć znalezienia przez Kreml nowego sukcesu, który byłby wyraźnie widoczny dla rosyjskiego społeczeństwa.
Nie musi to oznaczać otwartej, pełnoskalowej inwazji. Eksperci i analitycy wskazują na szereg działań o charakterze hybrydowym. W grę wchodzą ataki cybernetyczne, operacje dywersyjne, wykorzystanie żołnierzy bez wyraźnych oznaczeń, a nawet niewielkie wtargnięcie na terytorium jednego z państw wschodniej flanki Sojuszu.
Cel takich działań? Postawienie sojuszników przed wyjątkowo trudnym pytaniem o uruchomienie artykułu piątego traktatu waszyngtońskiego. Chociaż analitycy amerykańskiego dziennika nie potwierdzają, że decyzja o takiej operacji już zapadła, to otwarcie oceniają prawdopodobieństwo ograniczonego ataku lądowego jako niewielkie, zastrzegając jednocześnie, że ryzyko będzie rosło aż do 2029 roku.
Sceptycyzm wobec tej oceny wyraził były doradca Donalda Trumpa, John Bolton. Pyta on wprost, dlaczego Putin miałby nie wykorzystać swoich rzekomych potężnych rezerw na Ukrainie przez ostatnie cztery lata, skoro teraz szuka drogi wyjścia z impasu w wojnie. Bolton sugeruje, że obecny konflikt, który Rosja miała wygrać szybko, teraz obraca się przeciwko niej.
Dla czytelnika oznacza to, że sytuacja jest napięta, a granice między wojną a „stanem pokoju” stają się coraz bardziej płynne. Haczyk tkwi w tym, że Rosja nie musi wygrać militarnej bitwy, by osiągnąć cel polityczny. Wystarczy jej wywołanie paraliżu decyzyjnego wewnątrz struktur Sojuszu.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...