Siergiej Ławrow, szef rosyjskiej dyplomacji, podczas wystąpienia na MGIMO odniósł się do niedawnych wizyt amerykańskich negocjatorów w Moskwie i Kijowie. Jego wypowiedź nie pozostawia złudzeń co do intencji Kremla. Rosja nie zamierza przystać na propozycje pokojowe prezentowane przez administrację Donalda Trumpa. Ławrow wprost nazwał te inicjatywy próbą „rozmycia” rosyjskich warunków zakończenia konfliktu.
Według rosyjskiego ministra, postulat Władimira Putina z 2024 roku pozostaje niezmienny. Moskwa oczekuje wyeliminowania „nazizmu” z Europy. Ławrow posunął się nawet do stwierdzenia, że zachodnie wsparcie dla Ukrainy jest formą wspierania nazistowskich zbrodniarzy. Wypowiedź ta jest spójna z kremlowską propagandą, która inwazję na Ukrainę od początku przedstawia jako konieczną „denazyfikację”.
Sytuację nieco złagodził rzecznik Kremla, Dmitrij Pieskow. Stwierdził on, że Rosja nie wyklucza wznowienia rozmów w formacie trójstronnym, z udziałem Stanów Zjednoczonych i Ukrainy. Pieskow zaznaczył, że nie ma obecnie informacji o konkretnych wynikach ostatnich kontaktów amerykańskich dyplomatów w Kijowie. Nie wykluczył jednak możliwości przeprowadzenia rozmowy telefonicznej między przywódcami.
Haczyk tkwi w rozbieżności między twardą retoryką Ławrowa a elastycznością Pieskowa. Można odnieść wrażenie, że Kreml gra na dwa fronty – z jednej strony podtrzymuje narrację o konieczności prowadzenia wojny, z drugiej pozostawia sobie otwartą furtkę do negocjacji. Dla obserwatorów międzynarodowych jest jasne, że wszelkie rozmowy będą niezwykle trudne, o ile w ogóle do nich dojdzie.
Warto zwrócić uwagę na kontekst sankcji. Ławrow podkreślił, że administracja Donalda Trumpa przedłużyła restrykcje nałożone na Rosję, w tym na sektor ropy i gazu. To kolejna rysa na wizerunku „pokojowego negocjatora”, jaki próbuje budować otoczenie Trumpa. Moskwa czuje się osaczona, ale jednocześnie pokazuje, że jej determinacja w kontynuowaniu działań zbrojnych pozostaje niezachwiana.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...