Zaledwie 21 dni trwała misja Barbary Mróz-Gorgoń na stanowisku pełnomocniczki rządu do spraw promocji marki Polski. W nocy 21 sierpnia złożyła ona rezygnację, tłumacząc swój krok „niewyobrażalną skalą hejtu”, która uniemożliwiła jej dalsze sprawowanie tej funkcji. Choć sprawa wydaje się zamknięta, pytania o celowość całego przedsięwzięcia pozostają otwarte.
Projekt pod nazwą „Strategia Marki Polska” zakładał wydatkowanie od 520 do nawet 670 milionów złotych z publicznej kasy. W skład tych wydatków wchodziły m.in. obsługa prawna, zespół koordynacyjny, działania kryzysowe oraz reagowanie reputacyjne. Dokumenty, do których dotarły media, pokazują, że aż 70–90 milionów złotych miało zostać przeznaczone wyłącznie na samo „zarządzanie programem”.
Krytycy projektu, w tym poseł Marcin Przydacz, wskazują, że za tymi ogromnymi kwotami nie stały żadne konkretne wyniki. W mediach społecznościowych Przydacz opisał cały mechanizm jako próbę „podpięcia się pod wywalczone przez Prezydenta uczestnictwo w G20”, aby w roku wyborczym uzyskać polityczną korzyść za pieniądze podatników.
Sama Mróz-Gorgoń, specjalistka od kreowania marki, stała się twarzą kontrowersyjnych działań. Występowała w mediach, broniąc projektu, w którym dużą rolę odgrywały narzędzia oparte na sztucznej inteligencji. Jak podaje źródło, niemal 90 procent treści generowanych w ramach raportów za 200 tysięcy złotych pochodziło właśnie z systemów AI, co w wielu przypadkach prowadziło do absurdalnych błędów merytorycznych.
Reakcje polityczne były natychmiastowe. Anna-Maria Żukowska, posłanka Lewicy, w ostrych słowach skomentowała odejście Mróz-Gorgoń, twierdząc, że jej rezygnacja nie jest powodem do przepraszania, lecz raczej do rozliczenia. Podobne nastroje panują wśród części opinii publicznej, która zwraca uwagę na fakt, iż w dobie problemów z infrastrukturą drogową czy ochroną zdrowia, tak ogromne środki przeznaczane są na „PR-owe łatanie dziur”.
Haczyk tkwi w samej fundacji „Marka Polska”, która została zarejestrowana zaledwie rok temu – 6 sierpnia 2025 roku. Choć w jej składzie zarządczym figurowały znane nazwiska, brakowało publicznie dostępnych dowodów na realizację projektów o skali uzasadniającej takie finansowanie. Przypadek ten pokazuje, jak łatwo budżet państwa może zostać zaangażowany w realizację celów, które dla zwykłego obywatela pozostają niejasne, a dla polityków stają się jedynie narzędziem wizerunkowym.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...