Prezydent Karol Nawrocki podczas obchodów 83. rocznicy krwawej niedzieli ogłosił podjęcie działań legislacyjnych wymierzonych w gloryfikację organizacji UPA na terytorium Polski. W swoim wystąpieniu, jak można usłyszeć w nagraniu, prezydent wyraził nadzieję na szybkie przyjęcie ustawy, która wprost zakaże publicznego eksponowania czerwono-czarnych flag formacji odpowiedzialnej za ludobójstwo Polaków na Wołyniu.
Prezydent nie przebierał w słowach, określając ideologię nacjonalistyczną, pod którą dokonywano zbrodni, mianem antyludzkiej. Porównał ją do niemieckiego nazizmu. Nawrocki podkreślił, że zbrodnie te były wynikiem konkretnej ideologii, której symbolem stała się właśnie flaga w barwach czerwieni i czerni.
Ryzykowne posunięcie w cieniu wojny
Wypowiedź ta pojawia się w niezwykle delikatnym momencie geopolitycznym. Z jednej strony polskie władze aktywnie wspierają Ukrainę w obliczu trwającej rosyjskiej agresji, z drugiej – rosną oczekiwania społeczne dotyczące ostatecznego rozliczenia z historią.
Warto zwrócić uwagę na haczyk: prezydent nie tylko potępia, ale próbuje narzucić sztywne ramy prawne w kwestiach, które przez dziesięciolecia stanowiły kość niezgody między Warszawą a Kijowem. Pytanie, czy w obecnej sytuacji, gdy oba kraje są zjednoczone w obliczu bezpośredniego, śmiertelnego zagrożenia, za jakie Nawrocki uznał Rosję, zaostrzanie retoryki historycznej przyniesie oczekiwany spokój, czy wręcz przeciwnie – stanie się pożywką dla rosyjskiej propagandy.
Z drugiej strony, trudno nie zauważyć determinacji głowy państwa w dążeniu do prawdy. Jak zaznaczył w swoim orędziu, na którego fragmenty powołuje się materiał, Rzeczpospolita nie zapomni o żadnej z ofiar zbrodni wołyńskiej. Choć intencje prezydenta mogą być odbierane jako wyraz troski o pamięć historyczną, to sposób ich komunikowania – „zero litości” dla symboli – pokazuje, że w tej grze nie ma miejsca na półśrodki.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...