W polskiej zbrojeniówce dokonał się przełom. Jak informuje kanał „Dla Pieniędzy”, 9 lipca 2026 roku oficjalnie uruchomiono seryjną produkcję krajowych dronów uderzeniowych typu Hornet. To decyzja, na którą środowiska wojskowe czekały od dawna. Maszyny te mają być wyposażeniem każdego batalionu Wojska Polskiego, co radykalnie zmienia podejście do rozpoznania i rażenia celów na polu walki.
Za projekt odpowiada spółka Hornet Polskie Drony, powołana w 2026 roku przez Instytut Techniczny Wojsk Lotniczych oraz Grupę Boryszew. To modelowy przykład współpracy państwa z sektorem prywatnym, który w tym przypadku przynosi konkretne efekty w postaci nowoczesnego uzbrojenia. Program, znany wcześniej jako „PLArgonia”, zyskał drugie życie i staje się kluczowym elementem polskiej strategii dronizacji armii.
Specyfikacja techniczna i możliwości
Drony Hornet to maszyny o długości 2,6 metra i masie 85 kilogramów, zdolne do lotu z prędkością przekraczającą 200 km/h. Najważniejszym atutem jest jednak ich zasięg. W wersji podstawowej dron może operować w promieniu 400 km, natomiast w wersji zaawansowanej zasięg ten wzrasta od 900 do 1200 km. Z polskiej granicy z Białorusią maszyny te są w stanie dosięgnąć nie tylko celów na terytorium przeciwnika, ale nawet Moskwy.
Producent przygotował dwie wersje maszyny. Pierwsza, Hornet PL-AT-1, jest przeznaczona do treningów polskiej obrony przeciwlotniczej i już znajduje się w fazie produkcji. Druga, Hornet AT-2, to wariant z głowicą bojową, który obecnie przechodzi testy. Jak podkreślają eksperci, jest to bezpośrednia odpowiedź na rosyjskie drony typu Shahed-136, które od miesięcy sieją zniszczenie na Ukrainie.
Co to oznacza dla bezpieczeństwa?
Inwestycja w ten program opiewa na kwotę 26 miliardów złotych. To ogromne środki, ale sytuacja na wschodniej flance NATO nie pozostawia wyboru. Zadaniem kompanii dronów, które mają trafić do każdego batalionu – zarówno zmechanizowanego, zmotoryzowanego, jak i pancernego – będzie rozpoznanie oraz niszczenie przeciwnika na dystansie kilkudziesięciu kilometrów. Dzięki temu możliwe będzie tworzenie tzw. „szarych stref”, znanych z frontu na Ukrainie, co skutecznie opóźni lub uniemożliwi działania agresora.
Redakcja zauważa, że to koniec ery polegania wyłącznie na zagranicznych technologiach. Polska zbrojeniówka udowodniła, że potrafi zaprojektować i wyprodukować sprzęt, który dorównuje światowym standardom. Haczyk tkwi jednak w tempie wdrażania – czy armia będzie w stanie wystarczająco szybko wyszkolić operatorów, aby w pełni wykorzystać potencjał tych maszyn? Odpowiedź na to pytanie będzie decydująca dla skuteczności polskiego systemu obrony. Niemniej, rozpoczęcie seryjnej produkcji to sygnał, że Polska przestaje tylko obserwować konflikty za swoją wschodnią granicą, a zaczyna wyciągać z nich wnioski, które realnie zwiększają nasze bezpieczeństwo.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...