Rynek energetyczny drży w obliczu wydarzeń na Bliskim Wschodzie. 11 września 2026 roku doszło do serii incydentów, które w praktyce zablokowały kluczowe szlaki przesyłowe ropy naftowej. Arabia Saudyjska przyznała, że ma poważne trudności z eksportem surowca, co wywołało natychmiastową reakcję cen na światowych giełdach.
Wydarzenia te obejmują blokadę cieśniny Ormuz, przejęcie kontroli nad cieśniną Bab al-Mandab przez Huti oraz ataki dronów na saudyjski rurociąg East-West, który służył jako alternatywa dla transportu morskiego. Międzynarodowa Agencja Energii poinformowała, że saudyjska podaż ropy znajduje się obecnie na najniższym poziomie od ponad 30 lat.
Efekty dla światowych rynków są natychmiastowe. 15 września 2026 roku cena baryłki ropy Brent wzrosła do 108 dolarów, co oznacza wzrost o ponad 8% w ciągu zaledwie jednego miesiąca. Jeszcze bardziej niepokojące są stawki za transport ropy tankowcami typu VLCC na trasie Bliski Wschód – Azja. Dzienny koszt wynajmu jednego tankowca przekroczył 800 tysięcy dolarów, podczas gdy standardowo wynosi on od 10 do 100 tysięcy dolarów.
Dla polskiego konsumenta oznacza to jedno: droższe paliwo na stacjach. Grupa Orlen, która w 2025 roku sprowadzała z Arabii Saudyjskiej około 40% surowca, musiała zmierzyć się z nagłą koniecznością dywersyfikacji źródeł dostaw. Choć biuro prasowe koncernu zapewnia, że „dostawy do rafinerii są realizowane bez zakłóceń”, to należy pamiętać, że rynek ropy jest globalny. Jeśli surowiec drożeje na świecie, cena końcowa dla kierowców w Polsce musi wzrosnąć.
Redakcja wskazuje, że haczyk tkwi w kosztach transportu. Nawet jeśli Orlen zabezpieczył dostawy z Norwegii (poprzez kontrakt z Equinor na 25% zapotrzebowania), to cała Europa walczy o te same zasoby. Sytuacja na rurociągu East-West jest dramatyczna – według analiz, jego naprawa może potrwać od trzech do sześciu tygodni, a niektórzy eksperci sugerują, że może to zająć nawet rok.
Rynek paliw staje się coraz bardziej nieprzewidywalny. Inwestorzy z niepokojem patrzą na to, czy Arabia Saudyjska będzie w stanie przywrócić stabilność dostaw. Każdy kolejny incydent w regionie może pchnąć ceny baryłki w kierunku poziomów, których nie widziano od lat, a ostateczny koszt tej geopolitycznej rozgrywki zapłacą gospodarstwa domowe w Europie.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...