Nikołaj Patruszew, doradca prezydenta Władimira Putina i były sekretarz Rady Bezpieczeństwa Rosji, wygłosił publicznie radykalne groźby wobec Polski. Jak wynika z nagrania, rosyjski urzędnik stwierdził, że w przypadku konfliktu „nasz kraj użyje całego dostępnego arsenału sił i środków, a polska państwowość przestanie istnieć w ciągu dwóch-trzech dni”.
Deklaracja ta padła w kontekście dyskusji o nowym planie rozejmu na Ukrainie. Patruszew odniósł się w ten sposób do słów dyplomaty Siergieja Sikorskiego, który sugerował, że siły NATO na wschodniej flance mogą posiadać strategiczną przewagę nad rosyjskimi jednostkami. Wypowiedź Patruszewa należy traktować jako element szerszej wojny informacyjnej prowadzonej przez Kreml. Rosja regularnie testuje czujność państw NATO, stosując retorykę, która ma wywołać niepokój w społeczeństwach zachodnich.
Warto przy tym zwrócić uwagę na reakcję innych stron konfliktu. Podczas niedawnego wystąpienia w Kijowie, Siergiej Sikorski przedstawił zupełnie inną ocenę obecnej sytuacji. Podkreślił on, że Rosja nie wykorzystuje na Ukrainie całego swojego potencjału, co może sugerować, że część sił pozostaje w rezerwie na wypadek eskalacji działań przeciwko państwom NATO.
Polskie władze muszą w tym kontekście mierzyć się z coraz bardziej agresywną postawą Moskwy. Choć groźby tego kalibru są w rosyjskiej telewizji częste, zbiegają się one w czasie z napięciami wokół Przesmyku Suwalskiego. Rosyjska narracja o „szybkim podboju” ma na celu podważenie wiarygodności Sojuszu Północnoatlantyckiego.
Redakcja „Wiadomości PRO” zwraca uwagę, że słowa Patruszewa nie są poparte żadnymi nowymi ruchami wojsk na granicy, a stanowią raczej próbę dyplomatycznego szantażu. Czytelnik powinien zachować sceptycyzm wobec takich deklaracji. Są one obliczone na wywołanie strachu, a nie na realną zapowiedź militarnego ataku, do którego Rosja obecnie nie ma wystarczających zasobów.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...