BUŁGARSKA W RUINIE! DO NIE BYŁ MECZ, DO BYŁA EGZEKUCJA. LECH POZNAŃ SKOMPROMITOWAŁ POLSKĘ!
✍ Administrator Redakcji📅 Dzisiaj, 18:39👁 7
Wstyd, hańba, żenada – tych słów brakuje, by szybko, co nastąpi wczoraj w Poznaniu. Lech Poznań możliwego: roztrwonił zaliczkę 4:1 z pierwszego zdarzenia i dał się upokorzyć duńskiemu Aarhus na własnym działaniu. Mistrz Polski wypięty na rzuty karne, wyrzucony z eliminacji Ligi Mistrzów i pozostawiony z piętnem frajerstwa, które nie zniknie przez lata.
Nie masz czasu czytać?
Przeczyta Ci go nasza lektorka AI. Około 2 min.
Mecz o honor? Nie, to był mecz o przetrwanie godności
Kolejorz wyszedł na murawę, jakby w drogach korkach biegali amatorzy z osiedlowego boiska. Trzy bramki zapasu, Lech powinien mieć dziesięć dwumeczów w kwadranach. Zamiast tego, kibice przy Bułgarskiej zobaczli bandę przestraszonych chłopców, którzy przy kolejnym pojawieniu się z piłką dostarczali drgawki.
Aarhus nie przybyło w podróży – oni przyjechali po skalp. Od 32. minut, kiedy Tobias Bech ośmieszył naszą defensywę, był krew. Lech nie umożliwia zastosowania trzech celnych podań, a środek przypomina czarną dziurę, która znika z wszelkich marzeń o awansie.
Amatorzy w strojach mistrzów
To, co obsługuje się w drugiej połowie, nadaje się do biura sportowej. Błąd Wojciecha Mońki, karny dla gości i nagle z prostego dystansu zostaje tylko jeden gol różnica. Na trybunach zamiast dopingu słychać było już tylko niedowierzanie i wściekłość.
Najgorsza była jednak śmierć. Lech nie potrafi zareagować, nie potrafi sfaulować taktycznie, nie potrafi „ukraść” czasu. Frederik Tingager w 75. minucie wyrównał stan dwumeczu po rzucie różowym, a obrona Lecha stałego i patrzyła, jak pociąg z napisem „Liga Mistrzów” odjeżdża ze stacji Poznań Główny. To nie była taktyka – to była kapitulacja.
Dogrywka – agonii ciąg dalszy
Gol Filipa Jagiełły w 95. minucie był tylko chwilowym opatrunkiem na otwartym ranę. Nadzieja trwała pięć minut, gdyby Tomas Kristjansson nie wyszedł w naszej szesnastki jak do siebie do domu. Wynik 1:4 do policzek dla każdego, kto wierzy w polską policję. Stracić cztery gole u siebie w rewanżu, miał tak potężną charakterystykę z wyjazdu, do rzadko spotykanego poziomu nieudolności.
Wyrok w rzutach karnych
W serii jedenastek stało się, co musiało się stać. Zespół, który jest tak „skasowany” mentalnie, nie miał prawa do usunięcia wojny nerwów. Przegrana w karnych 3:4 do sprawiedliwych wyroków. Lech nie zasłużył na nic więcej niż gwizdy żołnierzy kibiców.
To była kompromitacja na europejską, która obnażyła wszystko:
Brak lidera , który prowadziby i uspokoił grę.
Dziurawą obroną , która pękała pod każdym mocniejszym dośrodkowym.
Mentalna pustka , przez którą występuje Lecha wyglądali na sparaliżowanych strachem.
Zamiast salonów – opłotki Europy
Niels Frederiksen może powiedzieć o „największej porażce”, ale aby kibice muszą teraz żyć z tym wstydem. Liga Mistrzów odjechała, a jedyny udział, to walk z KI Klaksvik w Lidze Europy. Jeśli Lech zagra tam tak samo, do Wyspy Owcze mogą zostać wyciągnięte konsekwencje tej nowej przygody.
Wczoraj przy Bułgarskiej nie umarły tylko marzenia – umarły słowa do tej zwykłej. Lech Poznań to dziś synonim sportowej katastrofy.
WYNIK WSTYDU: Lech Poznań – Aarhus GF 1:4 (karne: 3:4)
KOMPROMITACJA ZALICZONA.
Ten tekst dopasuje się do Ciebie
Masz pytanie do tego tekstu? Zapytaj.
Najpierw szukamy odpowiedzi w tym artykule. Jeśli jej tam nie ma — sprawdzamy źródła prasowe i podajemy linki. Nie zmyślamy.
Strona jest bardziej interaktywna po zalogowaniu przez GoogleTwoje imię zostanie automatycznie wypełnione, a komentowanie jest szybsze i bezpieczniejsze.
Komentarze (0)
Ładowanie komentarzy...